Dziennik wyprawy

Mazury wydarzenia

Finnmarkslopet to nazwa najdłuższego wyścigu psich zaprzęgów w Europie.

 

Wieści z wyprawy Finnmarkslopet  15.03.2009

Od wczoraj rozpoczęliśmy powrót do Polski. Trasa powrotu biegnie przez Norwegię, Finlandię i Szwecję. Z założenia chcemy po drodze zrealizować kilka innych tematów związanych z wyprawą.

  Kraina po której się poruszamy oprócz niezwykłych walorów przyrodniczych posiada swoją kulturę związaną z zamieszkującym ją ludem Samów - Lapończyków. Jest to złożona kultura terytorialnie usytuowana na obszarze Rosji, Norwegii, , Szwecji i Finlandii. Ciągle mieliśmy styczność z Lapończykami ale w sytuacjach raczej handlowych, straganowych, sprzedaży pamiątek. Dopiero teraz mogliśmy tej kultury troszeczkę więcej doświadczyć. Dzięki zaproszeniu wzięliśmy udział w prawdziwym lapońskim ślubie. Widok kościoła wypełnionego tradycyjnie ubraną ludnością lapońską zrobił na wszystkich niezwykłe wrażenie. Powstał problem z prezentem dla pary młodych...na szczęście w naszych bagażach znaleźliśmy nową paczkę....wedlowskiego ptasiego mleczka (skrywanego na czarna godzinę)- niech osłodzi młodej parze ich nową drogę.

  Za chwilę po raz kolejny wyruszamy z aparatami fotograficznymi w ręku na bezkrwawe polowanie na renifery. Przebywamy od jednego dnia w rejonie gdzie trwają zimowe wypasy tych fantastycznych zwierząt. Na trasie wyścigu widoczne były one tylko w rejonie Skaganvavre i Karasjoku. Ale tam nie było możliwości robienia im zdjęć. Ponieważ odwiedzanie ferm hodowlanych reniferów nie do końca nas satysfakcjonuje - szukamy kontaktów ze zwierzętami żyjącymi poza ogrodzeniami - choć nawet te mają swoich właścicieli, którzy śledzą poruszające się po olbrzymich terenach stada za pomocą....GPS-u. Tak to tradycja miesza się z nowoczesnością. Ustawowo właścicielami reniferów są tu tylko Lapończycy i nikt inny tych zwierząt nie może hodować. A oto kilka zdjęć które udało nam się zrobić mimo późnej pory.

Jest to najprawdopodobniej ostatnia nasza relacja z wyprawy wysłana z dalekiej Skandynawii, wracamy z tarczą, mamy dużo materiałów i wspomnień , do zobaczenia w Polsce.

Zapraszamy na relację i podsumowanie z całej wyprawy, oraz na wystawy poświęcone Finnmarkslopet 2009; terminy i miejsca podamy w późniejszym czasie.

Uczestnicy wyprawy Finnmarkslopet - pozdrawiamy wszystkich rodaków!!!



Wszyscy odświętnie ubrani

Para młoda przed wejściem

Para młodych

Oczekiwanie

Przed kościołem

Ren samotnik

Tak je zobaczyliśmy

Renifery po drodze

Dwa reny w ruchu

Ren okaz


Spokojny żer


Stadko przy drodze



 

Wieści z Finnmarkslopet 14 marca 2009r.

Od kilu dni odpoczywamy po powrocie z wyścigu Finnmarkslopet. Psy już wyrywają się na trasę. Widać, jaka w nich energia - już są gotowe do pokonania następnego dystansu. Fenomem psów zaprzęgowych zadziwia. Widzieliśmy też kilka zaprzęgów psów, które powróciły z trasy 1000-kilometrowej. Ich kondycja jakby w ogóle nie zdradzała dystansu, który w kilka dni przebiegły. Te zwierzęta ciągle nas zadziwiają.

Widzieliśmy też kilka chodowli tych psów tu w Norwegii. Jednak przyzwyczajeni do naszych warunków przetrzymywania zwierząt do tutejszych zasad nie jesteśmy przekonani...

Zakończyły się ostatnie zdjęcia do powstającego filmu z wyprawy. Powstał bogaty materiał zdjęciowy zapowiadający doskonały film. Reżyserka filmu jest bardzo zadowolona z produkcji... choć już przemęczona trwającą od dłuższego czasu akcją. Jesteśmy pod dużym wrażeniem pracy ekipy. Co za profesonalizm! Co za chęć do pracy! Wielokrotnie widzieliśmy ich spoconych biegnących za zaprzęgiem albo wymrożonych od ciągłego przebywania na świerzym powietrzu. Wręcz można powiedzieć, że są nadgorliwi. Przed nimi kolejny etap pracy nad filmem w kraju. Cały materiał (a jest go dużo) trzeba przejrzeć i zmontować. Dodatowo podnosi profesjonalizm ich pracy dbałość o autentyczność zdjęć i stwarzanie doskonałej atmosfery pracy. Współpracowało się nam z nimi doskonale i w bardzo serdeczny sposób. Właściwie należy stwierdzić, że razem byliśmy jedną, wspólną, polską ekipą. Praca ekipy zyskała uznanie zarówno organizatorów wyścigu, jak też innych ekip akredytowanych na wyścigu. Wielokrotnie inni podglądali ich pracę. Może nasza ekipa telewizyjna nie miała bajerancich strojów ale profesjonalizmem mogła obdzielić kilka innych zespołów. Czekamy zatem na końcowy film i gratulujemy.

Polską ekipę filmową na Finnmarkslopet tworzyli: Beata Hyży-Czołpińska - reżyser, Roman Wasiluk - operator filmowy, Andrzej Brański - dźwiękowiec, Tobiasz Czołpiński - asystent operatora.

Zwyciężczynią na dystansie 1000 kilometrów, ku zaskoczeniu wszystkich zoskała Norweszka - Inger-Marie Haaland. Wszyscy faworyci wyścigu- Harald Tunheim (najwięcej zwycięstw w ostatnich latach), Roger Dahl (wielokrotny zwycięzca, początkowy lider wycigu) czy Nina Skramstad (pretenwowała do zwycięstwa) zostali daleko w tyle za tą niezwykle dzielną i sympatyczną dziewczyną. Właściwie kobietą ale w jej przypadku określenie "dziewczyna" zdecydowanie bardziej pasuje. Mariie jest skromną kobietą o dziewczęcej, zawsze uśmiechniętej twarzy. Jasne włosy zaplecione w warkoczyki zdradzają, że to prawdziwa potomkini dawnych Wikingów. Ten, kto nie uczestniczył w tego rodzaju przedsięwzięciu jakim są długodystansowe wyścigi nie jest w stanie sobie wyobrazić jaki to trud. Te 6 dni drogi potrzebne na przebycie w niezwykle trudnym terenie 1000 kilometrów! to czas ciągłego zmagania się dla psów ale także dla maszera. Na trasie współpracują razem, a na postoju gdy jego pupile kładą się spać to właśnie maszer dogląda zwierząt. Robi im posiłki, opatrue łapy, a na sen dla siebie przeważnie nie znaduje czasu. Tacy maszerzy, to elita elit w świecie psów zaprzęgowych. Jakaż musi być siła wewnętrzna taiej kobiety. Do tego taki wdzięk. Gratulujemy Ci Marie! Jesteś niezwykłą osobą!

Są też niestety złe wieści z naszej wyprawy. Pierwsza to ta, że wracamy już do domu i z jednej strony żal wyjeżdżać... ale też tęskno do krau i rodzin. Poza tym jeszcze trochę przygód przed nami.

Po wyczerpaniu się limitu zaufania, po oszustwach wobec nas i nieetycznych zachowaniach podjęliśmy decyzę o usunięciu z naszej ekipy Bogdana Wasilewsiego, który był jednym z dokumentalistów. Oczywiście była to trudna decyzja ale po stworzonych przez niego sytuacjach uznaliśmy, że nie może być dla takiej osoby miejsca w naszym zespole. Otrzymał on od nas pieniądze na powrót do kraju. Mimo, że nie ma wątpiwości co do jego winy i przez niego spowodowania całej sytuacji - niestety rozpowszechnia on nieprawdziwe informacje i stosuje dalsze oszustwa. Swoim zachowaniem nie tylko przynosi ujmę całej polskiej ekipie ale także naszemu Narodowi. Zarówno nasza ekipa jak też ekipa filmowa musimy się wstydzić za jego zachowanie. Ubolewamy z powodu zabrania na ten zagraniczny wyjazd niewłaściwej osoby. Niniejszym ostrzegamy przed działaniami i kłamliwymi informacami wymienionej osoby i absolutnie nie bierzemy za nie odpowiedzialności. Przepraszamy wszystkich za to, że zabierając ze sobą nieświadomie niewłaściwą osobę, za którą część z nas osobiście poręczyła spowodowaliśmy tyle niepotrzebnego i nie licującego z naszymi tradycjami zachowania. Jest to niestety przykład naszych narodowych przywar, gdzie jedna osoba jest w stanie zniszczyć dorobek wielu.

Pozdrawiamy z północnej Norwegii. Już niebawem następne wieści.





Przyroda na płaskowyżu

Dalej w trasie

Polski zaprzęg na płaskowyżu

Czas na posiłek

Dziękujemy

Pierwsze - nakarmić psy

 

Szkółka i psy


Ekipa TVP w akcji

 

 

Biegnący Wilk jako Pierwszy Polak ukończył jeden z najtrudniejszych wyścigów psich zaprzęgów świata - Finnmarkslopet 500

 

Postój na płaskowyżu

Przekąska na trasie

10.03. o godzinie 10:, po 2 dniach, 22 godzinach i 37 minutach drogi, pokonuąc 500 kilometowy odcinek bardzo trudnego górzystego terenu metę wyścigu Finnmarsloet przekroczył polski zaprzęg - 8 psów i maszer- Dariusz Morsztyn Biegnący Willk. Jest to pierwszy udany start Polka w długodystansowym, bezetapowym wyścigu psich zaprzęgów.

Na metę wjechała też polska flaga. Zaprzęg mimo zmęczenia (tylko ostatniej nocy pokonał odległość ponad 130 kilometrów w górzystym, tundrowym terenie w ciągłym wietrze i śniegu) wjechał w doskonałej kondyci i w komplecie!! Razem zaczęliśmy i razem skończyliśmy ten wyścig - jesteśmy zespołem - powiedział Dariusz Morsztyn. Był to jeden z 2 zaprzęgów w tegorocznym wyścigu złożony z tradycyjnych psów zaprzęgowych (głównie siberian huski). Większość maszerów ściga się wyłącznie na specjalnie do tego przygotowanych mieszankach ras - alaskan husky. Osiągnięty rewelacyjny osiągnięty czas zaskoczył nawet Biegnącego Wilka - który zakładał, że przejazd w 5 dni będzie dużym sukcesem. Na samej trasie psy Wilka tylko nieznacznie ustępowały psom norweskim maszerom. Zaprzęg osiągał doskonałe czasy średnie przebiegu. Oficjalne czasy przejazdu (nie uwzględniające postojów między punktami kontrolnymi) wykazują prędkości od 12 do 15 km/h. W rzeczywistości psy biegły ze średnimi prędkościami około 14-15 km/h, co jest rewelacyjnym wynikiem. Dariusz Morsztyn debiutując w wyścigu robił wszystko aby ograniczyć prędkość zaprzęgu i organizował duże czasy postoju - wszak nie po wynik przyjechał na Finnmarkslopet. Po przejeździe non stop pierwszego dnia (średnia prędkość około 15km/h) w następnych dnaich stosował 30-60 minutowe przerwy co 30-40 kilometrów. Przedłużyło to czas przejazdu ale także spowodowało, że nie był on taki morderczy i do końca sprawiał przyjemność i chęć do pracy dla psów.


Wilk na trasie


Wilk z dyplomem

Szczęścia bezkres

Na mecie w Alcie

Polska na Finnmarkslopet

Przymiarka na podium


Doskonale sprawdził się wcześniejszy trening. Mimo, że od września przejechał tylko około 2200 km (większość maszerów 3-4 tysiące) i był to trening oparty na naturalnych metodach - dał doskonały rezultat. Ułatwieniem jest to, że Dariusz Morsztyn jest z wykształcenia nauczycielem w-f-u i sam uprawia biegi długodystansowe, a poza tym jest wieloletnim praktykiem w dziedzinie zdrowego stylu życia i odżywiania. Na samej trasie Biegnący Wilk znajdował czas na robienie zdjęć i podziwianie niezwykłej, dzikiej przyrody - czym wprawiał w osłupienie mijających go maszerów.

Tak dużych, pustych przestrzeni, majestatycznej tundry nie można doświadczyć w innych miejscach. Bywało też i tak, że ta pustka i samotność mocno dawała się we znaki.

Największymi problemami na trasie było ryzyko zabłądzenia (m.in. powód nie ukończenia wyścigu w zeszłym roku) i zbyt duże tempo psów. Ogólnie na trasie tylko 3-krotnie Biegnący Wilk miał wątpliwości związane z przebiegiem trasy - na szczęście podejmując właściwe decyzje. Na trasie wystąpiły wielokrotnie trudności związane ze specyfiką tutejszej przyrody, takie jak arktyczny silny wiatr, opady śniegu, zawieje śnieżne. Czasmi trwały przez całą drogę. Temperatury odczuwalne wysoko w górach, na płasowyżach spadały znacznie. Na szczęście Zarówno maszer, jak też jego psy są do tego przyzwyczajeni. Na szczęście na trasie nie wystąpiły skrajne warunki jak w zeszłym roku.

Szczegłowe analizy przejazdu zawodnika znajdują się na stronie wyścigu: www.finnmarkslopet.no

Trwa wyścig na 1000 kilometrów. Na razie liderem jest Roger Dahl - maszer, któremu Biegnący Wilk zawdzięcza start w wyścigu - dlatego szczególnie za tego zawodnika trzymamy kciuki.


Wywiad dla norweskiej prasy

Pełnia szczęścia


Biegnący Wilk zrealizował kilka założeń wyprawy:

- udowodnił, że zwykłe psy (poza jednym wyjątkiem cały zaprzęg to "zwykłe", tradycyjne siberiany huski i 2 krzyżówki z alaskan malamute - były to nacięższe psy spośród wszystkich startujących) wytrenowane zupełnie naturalnymi i niewyczynowymi metodami, bez wspomagania farmakologicznego (jedynie na miesiąc przed startem psom do karmy podawno dodatki witaminowe (firmy BioFactor, która opiekuje się wszystkimi zwierzętami w Republice Ściborsiej) i absolutnie bez jakichkolwiek środków dopingowych - MOGĄ OSIĄGAĆ WYNIKI PORÓWNYWALNE Z PSAMI PODDAWANYMI WYCZYNOWEMU TRENINGOWI. Zatem idea sportu kultywowana przez Dariusza Morsztyna zakładająca, że powinen on przynosić zdrowie, kondycję, siłę i odporność ale POWINIEN TEŻ BAWIĆ I CIESZYĆ jest możliwa do osiągania.

- ZAPRZĘG DOJECHAŁ DO METY W KOMPLECIE I DOSKONAŁEJ KONDYCJI. Był to jedyny zaprzęg spośród startujących, który w ogóle nie biegł w butach (specalne zabezpieczenie stóp psów mających delikatniejsze stopy) - co świadczy o tym, że te psy mają doskonałe i naturalnie mocne stopy. Po dziennym odpoczynku psy wykazują już dużą energię i chęć do dalsze pracy - ten fenomen zadziwia.

- Dariusz Morsztyn non stop na trasie wspomagał pracę swoich psów. Przez jednynie 10% trasy w ogóle im nie pomagał (głównie początek pierwszego odcinka, gdzie psy mają nadmiar energii). Albo odpychał się kijkiem do nart (na odcinku około 300 kilometrów) - głównie odcinki płaskie, jednocześnie odpychając się kijkiem i nogą (minimalne podbiegi), odpychając się naprzemiennie nogami, a przede wszystkim podbiegał pod wszystkie wzniesienia! Szczególnie ta ostatnia forma pracy powodowała duże zmęczenie (razem na trasie było około 30 km podbiegów...) - biegnie się w bardzo ciężkich, obszernych strojach. Dlatego, solidarnie tak jak jego psy sam maszer jest po biegu obolały z ponadwyrężonymi mięśniami.

Na dalszy czas pobytu ekipy w Norwegii zaplanowane są jeszcze kolejne, już mnie wyczerpujące elementy - wizyty na zimowych pastwiskach reniferów, odwiedziny w kilu wyjątowych miejscach. No i oczywiście kąpiel zimowa Wilka - wszak to mors. Będziemy, w miarę możliwości przekazywać kolejne informacje.

Bardzo dziękujemy za wszelkie dowody wsparcia płynące zarówno z Polsi jak też od nielicznej tu w Finnmarku Polonii.

To niezmierni miło, że tak wiele osób trzyma za nas "kciuki" i emocjonalnie jest z nami - to Wasze dobre myśli dawały nam dużą dawkę energii.

Szczególnie zaś dziękujemy naszym rodzinom.

Pozdrawiamy z Norwegii - zmęczeni ale baaaardzo szczęśliwi.

10 km do mety

P.S.

Poniżej zamieszczamy tekst wywiadu Biegnącego Wilka, którego udzielił zaraz po przekroczeniu mety w Alcie dla norweskiej prasy i który ukazał się na stronie poświęconej wyścigowi. Start Polaka budzi tu duże zainteresowanie.

The only racer from Polen this year is Dariusz Morsztyn, he was saluted by a enthusiastic filmteam from his home country when he crossed the finish line in Alta centre this afternoon. He is satisfied, proud and happy that he managed to finished 50- miles in just three days. His best memory from the journey will be the close experience to nature.

An hour after he arrived Alta he was still surprised by himself that he managed to complete 50 miles on the sled through Finnmark in just three days. A smiling Dariusz is telling us that this is a big happening to him and his goal this year was to finish the race in less than five days. Last year he had to quit at Skoganvarre, because of the weather.

Want to make an exhibition

During his journey he have been taking photos of the beautiful nature that he can use together with souvenirs from Finnmark to make an exhibition on his museum in Poland. Again he is talking about his good experience with the nature and the landscape he have seen this three days. He is also telling us that he talked to the gods that followed him true the whole race.

Followed by a TV-team

Daruisz morsztyn was followed by a polish TV-team during his race. They are working on a documentary about him and his competition in Finnmarkslopet. The team had to focus on the documentary, but they worked as handlers to Morsztyn as well. They did an fabulous job for me and my dogs. With a joke in his face he says that they have done a great job feeding him.

 

Alta 10 marca 2009

 

Dariusz Morsztyn - Biegnęcy Wilk przekroczył linię mety wyścigu Finnmarkslopet w centrum Alty o godz.10.05 w dniu 10 marca 2009r. po 70godzinach i 37 minutach morderczej drogi przez beskresy płaskowyżu krainy Finnmark w północnej Norwegii ze srednią predkością 12 km/h. Zajął 36 miejsce na 48 startujących zawodników.

Jest bardzo szczęśliwy przedewszystkim z powodu że dojechał ze wszystkimi psami w bardzo dobrej kondycji.

Więcej relacji wieczorem po ceremonii dekoracji.

pozdrawiamy wszystkich - Darek Morsztyn i ekipa Biegnącego Wilka

Jergul 09.03.09 godz 21.20

 

Biegnący Wilk wyruszył na trasę ostatniego etapu wyścigu.Przed nim trasa 133km morderczej walki z zimnem, wiatrem i bezkresem płaskowyżu.To wszystko w pełnej ciemności bo akurat zachmurzyło się i zaczął padać śnieg.

Jesteśmy pełni nadzieji że uda mu się. Jak mówił są to te wspaniałe chwile na modlitwę i rozmowę z Bogiem .

Więc niech Cię prowadzi.

Jedziemy do Alty na spotkanie na mecie.

Pozdrawiamy wszystkich którzy nam kibicowali i w nas uwierzyli.

Ekipa Biegnącego Wilka.




 
 

 

Jergul 09.03.2009

 



Jest godz.15.09 - właśnie na metę piątego etapu przyjechał zaprzęg Biegnącego Wilka.

Idziemy przywitać się z Darkiem i jego zaprzęgiem. Teraz 6 godzin regulaminowego postoju, więc chwila odpoczynku i będziemy oczekiwać naszego maszera na mecie w Alcie.

Przed nim jeszcze 133 km z punktem kontrolnym wysoko w górach w Jotce.

Pozdrawiamy i jeszcze raz dziękujemy za wsparcie.

ekipa Bięgnącego Wilka

Ps. Ciekawostki - przykładowa liczba mieszkańców w punktach kontrolnych:

Jotka - 5 mieszkańców

Skokanvarre - 150 mieszkańców

Levajok - 3 mieszkańców

Karasjok - 2889 mieszkańców (najniższa temperatura zanotowana w 1999r : - 51,2 C)

Jergul - 20 mieszkańców

 

Karasjok 9.03.2009.

 

O godzinie 9:11 Biegnący Wilk ruszył na trasę kolejnego etapu Finnmarslopet. Do Karasjok czwartego punktu kontrolnego; dotarł po przejechaniu 88km o 2:02 w nocy

Był to najdłuższy etap wyścigu a przeprawa ta trwała 8 godzin. Polski maszer ma już za sobą 299 km morderczej trasy. Przed nim jeden z krótszych odcinków z Karasjok - norweskiego bieguna zimna do Jergulu, następnie 80 kilometrowy etap do Jotki i ostatni 53 km do upragnionej mety w Alcie.

Mamy nadzieję że tym razem się uda.

Najlepsi zawodnicy po 6 - godzinnym obowiązkowym odpoczynku w Jergulu wyruszyli już na trasę do Jotki i jeszcze dzisiaj po przejechaniu 501 kilometrów dotrą do mety.

 

07.03.2009.

 

Wreszcie długo oczekiwany start, o godz. 11.25 ruszył na trasę wyścigu Biegnący Wilk.

Nie obyło się bez niespodzianek. Zaraz po starcie - po około 600 m - psy wystraszył samochód i zgubiły trasę, skręcając w boczną uliczkę, a raczej w tłum przechodniów.

Ale od czego jest maszer? Zaraz po tym incydencie, Darek skierował swoje psy na właściwy tor.

Później czekaliśmy na Biegnącego Wilka po trasie na moście - dzielnie sobie radził. Dalej były tylko zmagania z zimnem, przeraźliwym wiatrem na płaskowyżu, gdzie jest tylko lita skała, zmrożony śnieg i bezkresna przestrzeń, a po zmierzchu zmagania z ciemnością i ostrym zjazdem w dół - na jezioro w Skoganwarre.

Nie zawiódł nas i był wcześniej niż się go spodziewaliśmy. Zmęczony, ale i zadowolony, że jest na mecie pierwszego etapu - etapu prawdy. W sumie pokonał 112 km morderczej trasy. Teraz tylko kilka godzin snu i dalej w drogę - na drugi etap do Levajok (trasa ok. 80 km). Planowany wymarsz o godz. 3.00 w nocy.

Pozdrowienia od całej ekipy Biegnącego Wilka.





 

Alta 7.03.2009.

Dzisiaj dzięki hojności naszego sponsora firmy MALOW z Suwałk mogliśmy zakupić po okazyjnej cenie nowe sanie niezbędne na tak trudną trasę. Było to owiane tajemnicą, ale stare sanie drewniane; kilkuletnie, mające za sobą wiele napraw i jeszcze więcej przeżyć z dużym prawdopodobieństwem nie wytrzymałyby tak ciężkiej próby.

A zapasowych sań nie mieliśmy, gdzie inne załogi mają po kilka par na wymianę. Dlatego jeszcze raz dziękujemy firmie MALOW produkującej meble metalowe do biur, szatni itp. za wsparcie finansowe wyprawy.

Noc poprzedzająca start w wyścigu.

Wszystko przygotowane do startu, psy przeszły ostatnią odprawę weterynaryną z oceną bardzo dobrą. Sanie spakowane, a w nich niezbędny ekwipunek na trasę: m.in. sprzęt do spania w ekstremalnych warunkach, zapas żywności na 1 dzień, race sygnalizacyjne, dziesiąt butów dla psów, komplet kilkunastu map i wiele innych rzeczy, bez których wyruszenie na trasę jest niemożliwe.

Jutro, z numerem 26 o godz.11.25 wyruszy na trasę natrudniejszego wyścigu w Europie - Polak -
- Dariusz Morsztyn.

Czy tym razem uda mu się pokonać trasę wie tylko Bóg. Na pewno nie będzie to łatwe i proste. Biegnący Wilk na szczęście to nie wyczynowiec robiący takie rzeczy na siłę. On i psy są dobrze przygotowane. Ideą tej wyprawy jest pokazanie, że bez dopingu i wyczynowego treningu można osiągać naturalną siłę. To prawdziwa idea sportu - gdzie o zdrowie i kondycję chodzi, a nie o medal i pieniądze. Bez wątpienia będzie to wielka przygoda - pokonanie 500 kilometrów bezdroży tundry, gdzie o człowieka trudno, a raczej renifery, pardwy czy nocna zorza polarna maszerowi na trasie będzie towarzyszyć.

Czy tym razem Biegnący Wilk dojedzie do mety... trzeba trzymać kciuki.

Dochodzą tu wieści, że bardzo wiele osób kibicue i wspiera naszą ekipę - bardzo to podtrzymuje na duchu i jesteśmy z tego niezmiernie dumni. Serdecznie dziękujemy.

 
 



 

Alta, Finnmark 05.03.2009.

 



U nas zima w pełni,wczoraj i dzisiaj w nocy mogliśmy podziwiać zorzę polarną. Szczególnie piękna była dzisiejszej nocy. Dołączyła już ekipa TVP, kręciliśmy zdjęcia z treningu i okolicy.

Jesteśmy już po rejestracji,dzisiaj dzień pełen spraw organizacyjnych.Jeszcze ostatnie szlify na mapach,analiza tras;oraz dwe obowiązkowe odprawy.Całe miasteczko pełne maszerów, psów i sań. Trwają drobiazgowe odprawy weterynaryne. Oddaliśmy już w depozyt worki z karmą dla psów, które będą czekały na poszczególnych punktach kontrolnych. Wieczorem atrakcje związane z otwarciem

festiwalu " Zorzy Polarnej" połączonego z oficjalnym otwarciem wyścigu Finmarkslopet 2009. Zapowiada się bardzo ciekawy spektakl światła, rzeźb lodowych i pokazów akrobatycznych...na skuterach rzecz jasna, wszak jesteśmy na północy. W czasie otwarcia z dumą będziemy nieść flagę Biało-Czerwoną.

Dzisiaj jest pierwszy, oficjalny dzień zawodów, dlatego życie nabiera tempa i adrenalina rośnie. Do startu zostały 2 dni ale to czas bardzo napięty i czasu wolnego nie ma. Trzeba przygotować cały ewipunek na trasę. Psy już nie trenują - odpoczywają.

Przesyłamy w załączniku kilka zdjęć z zorzy polarnej, oraz z pracy ekipy filmowej TVP.

 
 
 
 
 



Pozdrowienia od całej ekipy Biegnącego Wilka.

 

Alta 03.03.2009.

 

Jesteśmy drugi dzień na miejscu. Aklimatyzuemy się. Ja się uczę, uczę, uczę. Wszystko tu jest dla mnie nauką. Mimo, że w wyścigu uczestniczę już drugi raz, to z każdym razem zdaję sobie sprawę, jak pokornie trzeba podchodzić do dziedzin trudnych. Kiedyś starszy maszer z Francji nauczył mnie, że maszerstwa uczy się 30 lat. Tak to właśnie jest. Jest to wielki fenomen ale też niezwykła tradycyjna wiedza i doświadczenie. Tak jak wiele innych dziedzin, tak też pracy z psami z książki się nie nauczymy. Ja zajmuję się tym prawie dwadzieścia lat i z każym rokiem zdaję sobie sprawę ile jeszcze przede mną. Wiem na pewno jaką drogą nie pójdę - wyczyn nie jest dla mnie i nie dla moich psów ale naturalne osiągnięcie dużej siły i odporności to jest to!

Tu w Norwegii maszering jest przedmiotem na studiach! Dzisiaj odwiedziłem znajomego maszera - Haralda Tunheima - to tutejsza sława. To on wygrywa wyścig w ostatnich latach, a teraz będzie się mierzył z takimi sławami jak Robert Sorlie - zwycięzca Iditarod ( w tym roku wygrał już kilka ważnych wyścigów), Nina Skramstad (jej handlerem jest wielki podróżnik sława maszerska Lars Monsen). Harald jest właśnie nauczycielem akademickim maszeringu w tutejszej szkole ludowej (niezwykły ludowy uniwersytet dla studentów uczący tradycyjnych rzemiosł lapońskich). Spędziłem dzisiaj kilka godzin w tej szole (niezwykły dla mnie temat jako nauczyciela edukaci ekologicznej) i towarzyszyłem Haroldowi w jego przygotowaniach do wyścigu. Każda chwila spędzona w takim traperskim miejscu i wśród takich zacnych ludzi jest niezwykłą przyjemnością.

Choć przyznaję wpływa to na mnie trochę dołująco....Ci ludzie przejeżdżają na treningach po 7000 kilometrów.....to niewyobrażalne.....Ale mają do dyspozycji cały sztab ludzi. Dzisiaj widziałem jak wybiegi dla psów u Haralda sprzątało kilka osób, a trenowaniu jego psów bierze udział cały zespół ludzi....w mojej chodowli jestem sam z rodziną. I w sumie tak lepiej. Ani wyczyn mi nie grozi, a i psy mają lepiej żyjąc w na dużych, wolnych wybiegach. Żaden z moich psów łańcucha nawet nie zna.

Zatem w maszeringu jestem względem tutejszych maszerów przedszkolakiem ale za to jest kilka dziedzin w których klasuję się wysoko. Np. w kategorii maszerów-wegetarian, maszerów-pszczelarzy, maszerów-abstynentów - jestem nie do pobicia... Najważniesze to pozytywne myślenie...

Za mną dość trudny trening z psami trasą do Joatki i z powrotem. Razem około 90 kilometrów. W dolinie rzeki szło nam jak przysłowiowo -"krew z nosa",ale już wysoko w górach, na płaskowyżu, kilkaset metrów powyżej poziomu morza, gdzie temperatura znacznie jest niższa pieski pędziły już całkiem przyzwoicie. Mają niezłą kondycję i dobry apetyt. Jak zwykle trasa jest tu bardzo trudna technicznie. Pod górę bieg wyciskający pot, a przy zjeździe, gdzie z ostrymi zakrętami pokonuje się kilkaset metrów różnicy poziomów - to dla każdego maszera sprawdzian technicznych umiejętności. Jedzie się wszak na wąskich płozach, a za kierownicę służy własne ciało jako balast.

Jutro już ostatni trening przed startem. Muszę wybrać psy, które pojadą ze mna na trasę - trudny na dzień dzisiejszy wybór. Ale praca maszerska taka jest - ciągle trzeba podejmować decyze i za nie odpowiadać.... Gdy coś nie wyjdzie - wiadomo, kto ponosi za to odpowiedzialność - maszer. Choć tak chętnie chciałoby się czasami obwinić innych - na przykład psy....

Z Alty pozdrawia Biegnący Wilk

 

02.03.2009. Alta. Finnmark. Północna Norwegia.

Dariusz Morsztyn Biegnący Wilk (uczestnik wyścigu Finnmarkslopet), Piotr Bagiński (pomocnik maszera), Bogusław Wasilewski (dokumentacja wyprawy), Dariusz Szajdek (transport) - dotarli, po 3 dniach drogi do celu - startu najbardzie północnego wyścigu psich zaprzęgów świata - Finnmarkslopet. Za nimi 18-godzinna podróż promem do Sztokholmu i 2-dniowa podróż na północ Skandynawii do północnej Norwegii. Po drodze nie obyło się bez "tradycyjnych" skandynawskich urozmaiceń podróży, takich jak ostre hamowanie przed łosiem, czy rozbitej kamieniem z dogi szyby. Temperatury po drodze bywały różne od zaledwie minus 5 do -20 stopni celsjusza. Tradycynie najniższe notowania były podczas pokonyania płaskowyżu koło Alty - to tam w zeszłym roku Biegnący Wilk musiał zmierzyć się z prawdziwą arktyczną burzą śnieżną. Wiejący silny wiatr, niska temperatura, a do tego 30-kilometrowy zjazd krętą drogą w kierunku Morza Barentsa ...w dodatku o północy... - na każdym kierowcy zrobi wrażenie.

Na miejscu przywitały nas raczej umiarowane jak na tą część świata temperatury. Jedynie na dzisiejszym 50-kilometrowym treningu rzeką Altaelwą solidnie w kość dał się bardzo mocny, arktyczny wiatr. Na szczeście solidny sprzęt firmy Robet's zabezpiecza przed takimi niespodziankami.

Psy są w dosonałej kondycji, uczą się pokonywać tutejsze nieznane dla nich szlaki.

Przed nami jutro trening trasą wyścigu do punktu na trasie -Joatka (około 100 km).

 

 


Pozdrawiamy z północnej Laponii
2005-2012 EuroMazury.pl - promocja w Polsce i Europie
Rozliczenia transakcji karta kredytowa i e-przelewem przeprowadzane sa za posrednictwem
Centrum Rozliczeniowego Dotpay
Karkonosze Online,
domki letniskowe mazury,

-